29.12.2013

Śledzie w oleju



Aż trudno mi uwierzyć, że już po Świętach .... było pysznie, ciepło i bardzo rodzinnie. Czas biegnie zbyt prędko, zdecydowanie. Dobrze, że poza wspomnieniami zostają również zdjęcia. Wyjadam poświąteczne resztki i cieszę oczy obrazami zarejestrowanymi podczas Świąt. Przybyła nam kolejna własnoręcznie wykonana ozdoba, choinka z drutu :) podsuwam pomysł na przyszły rok, mnie urzekła bardzo, tym bardziej, że wykonał ją dla mnie mój mąż




a jak prędko biegnie czas widać po takich właśnie fotografiach, dzieci rosną w szalonym tempie.... 




na zdjęciu Tymon i Nina z kuzynkami Mają, Zuzią i Jagodą, dla której były to pierwsze Święta



Pora przejść do wspomnianych w tytule śledzików. Śledzie co roku przygotowywał mój teść, ale tak się zdarzyło, że tegoroczne Święta spędził w sanatorium, więc postaraliśmy się godnie go zastąpić, głównie mój mąż, który owe śledzie przyrządził. Przepis dość klasyczny, dodaliśmy papryczkę chilli, która bardzo fajnie podkręciła ich smak. Podaję nasze proporcje, oryginalny przepis znaleźliśmy tutaj

składniki:
1 kg solonych płatów śledziowych
duży słoik ogórków kiszonych
3 duże cebule czosnkowe
4 papryczki chilli
opakowanie liści laurowych
opakowanie ziela angielskiego
pieprz czerwony
olej rzepakowy

Śledzie należy dobrze wypłukać, my moczyliśmy je całą noc w mleku, następnego dnia płukaliśmy jeszcze kilka razy wodą. Ogórki i cebule należy pokroić w kostkę, papryczki w cienkie paseczki, śledzie w mniej więcej 4 cm kawałki. Układać w misce warstwami, śledzie, przyprawy, papryczki, cebula i ogórki, ilość warstw zależy oczywiście od użytego naczynia. Na koniec zalać wszystko do całkowitego przykrycia olejem, odstawić w zimne miejsce, moim zdaniem przynajmniej na jeden dzień. Po tym czasie najlepiej przemieszać wszystko delikatnie, aby smaki się "przegryzły". Gotowe! 






20.12.2013

Świąteczne kartki i ozdoby 2013




robienie kartek i ozdób świątecznych to już moja tradycja .....  na kartki być może już za późno, ale jeśli ktoś ma ochotę, można jeszcze pobawić się z ozdóbkami, zatem podsuwam kilka pomysłów





tutaj pomysły zeszłoroczne


13.12.2013

Szarlotka




Bardzo prosty przepis na pyszne ciasto z jabłkami. Zostałam wyznaczona do upieczenia ciasta Ninie do szkoły i postanowiłam wypróbować zanim zaserwuję dzieciakom. Wyszło moim zdaniem świetnie, taka klasyczna szarlotka z dość dużą ilością kruszonki, czyli tego co dzieci lubią najbardziej. Przepis pochodzi z bloga I love bake. Minimalnie zmieniłam proporcje. Polecam!

SKŁADNIKI NA NADZIENIE:
5 dużych jabłek, najlepiej kwaśnych
1 ½ łyżki masła
1 łyżeczka cynamonu

SKŁADNIKI NA KRUSZONKĘ:
200 g mąki
150 g masła, miękkiego
100 g cukru
płatki migdałów

SKŁADNIKI NA CIASTO:
100 g masła, miękkiego
100 g cukru
1 jajko
150 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka mleka

Jabłka obieramy i kroimy na małe kawałki, przesypujemy do patelnię dodając masło i cynamon. Gotujemy na średnim ogniu przez ok. 5 min. i chłodzimy. Składniki na kruszonkę przekładamy do miski i łączmy ręcznie do uzyskania grudkowej konsystencji. Wcześniej przygotowane masło na ciasto ubijamy razem z cukrem na jasną, puszystą masę. Następnie dodajemy jajko i łączymy. Mąkę przesiewamy i dodajemy do masy razem z proszkiem do pieczenia. Miksujemy wszystko do uzyskania jednolitej masy, pod koniec dodajemy łyżkę mleka. Tortownicę o śr. 26 cm. Smarujemy masłem i wysypujemy bułką tartą, przekładamy przygotowane ciasto ( dosyć ciężko się je rozsmarowuje i w tym celu można użyć łyżki moczonej w wodzie), wysypujemy jabłka, posypujemy kruszonką i migdałami. Pieczemy w temp. 170 stopni C przez 55 min. do lekko złotej skórki. Ciasto tak smaczne, że koniecznie trzeba zrobić z podwójnej porcji i upiec na dużej blasze, ja tak zrobię w przyszłym tygodniu :)

07.12.2013

Chleb kukurydziany na poolish J.Hamelmana.



Trochę spóźniona, ale przyłączam się do Listopadowej Piekarni :) 
Dziewczyny wspólne pieczenie to dla mnie wielka frajda !!
Amber dziekuję za zaproszenie!!

Chleb kukurydziany na poolish czyli polskim rozczynie drożdżowym
wg Hamelmana
składniki na zaczyn „poolish”:
125g maki pszennej 550
125g wody
0,5g drożdży świeżych (mniej niż ¼ łyżeczki drożdży instant)
ciasto właściwe
250g maki 550
125g maki kukurydzianej
190g wody
1 łyżeczka soli
7g drożdży świeżych (plaska łyżeczka instant)
1,5 łyżki oleju
250g zaczynu j.w.

W przeddzień pieczenia zrobić zaczyn poolish. Rozmieszać drożdże w wodzie, dodać mąkę i całość wymieszać. Przykryć folia i odstawić na 12 do 16 godzin w temp pokojowej.

Następnego dnia mąkę kukurydziana rozmieszać z drożdżami rozprowadzonymi w wodzie, wymieszać i odstawić na ok. 15 minut.
W tym czasie mąka kukurydziana powinna trochę napęcznieć, co powinno ułatwić późniejsze wyrabianie ciasta. Dodać pozostałe składniki chleba i wyrabiać (mikserem ok. 3 minut – poziom 1). Mąka kukurydziana nie jest łatwa do wyrabiania. Dlatego ważne jest aby na tym etapie skontrolować jeszcze konsystencje ciasta, w miarę potrzeby dodać maki lub wody. Wyrobić jeszcze raz około 3 minut (mikser – poziom 2). Mnie udało się zrobić ciasto luźne, ale gładkie i sprężyste i dobrze trzymające formę.

Odstawić przykryte do wyrośnięcia na półtorej godziny, w międzyczasie po ok 45 min wyjąc, lekko odgazować, uformować kule i znowu odstawić.

Wyjąć z miski jeszcze raz odgazować i uformować z grubsza, przykryć i dać odpocząć 10-20 minut. Uformować na blacie zgrabny bochenek z ładnie napiętą powierzchnia, na ile się da i ułożyć w koszyku do wyrastania na 1,5 godziny w temp ok. 24 st. Mnie po tym czasie podwoił objętość.

Piekarnik nagrzać do 240 st C (z kamieniem jeśli ktoś ma). Bochenek zgrabnie przerzucić z koszyka na łopatę, szybko naciąć, a potem przerzucić na kamień, jednocześnie wlewając do formy ustawionej na dnie piekarnika pól szklanki wrzątku.
Kiedy chleb zacznie się rumienić, otworzyć na chwilkę drzwiczki piekarnika, żeby usunąć nadmiar pary. Piec ok. 40 minut.


Pierniki staropolskie - Przypomnienie

Tak bardzo już u nas świątecznie .... Ruszyła coroczna produkcja kartek i ozdób bożonarodzeniowych, wieczorem popijamy grzane wino, powoli zaczynam przyozdabiać dom lampkami gwiazdkami, gwiazdorki na umytych oknach u dzieci w pokoju również już poprzyklejane, ciasto na pierniki leżakuje drugi tydzień ..... atmosfera nadchodzących Świąt to coś co uwielbiam, stąd ten post i moje PRZYPOMNIENIE O ZAROBIENIU CIASTA NA PIERNIKI O moich piernikach pisałam już w zeszłym roku klik, ale to tak wspaniały przepis, że postanowiłam przypominać o nim co roku. Ciasto powinno leżakować kilka tygodni, jednak ja przez wiele lat zarabiałam je na dzień lub dwa dni przed pieczeniem i również były fantastyczne, dlatego dla tych, którzy go jeszcze nie zarobili, dobra wiadomość nie jest za późno :) 



PRZEPIS NA PIERNIKI

składniki:
l litr miodu
2 kg mąki (ja daję o mniej więcej szklankę mniej, potem tej szklanki mąki używam do podsypywania ciasta przy wałkowaniu )
0,5 kg cukru (zrobić karmel, czyli przepalić na patelni dolewając 0,5 szklanki wody)
6 jaj
szklanka kwaśnej śmietany
1 margaryna
1 smalec
2 łyżki amoniaku lub sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
przyprawy do piernika (im więcej tym lepiej, ja daje po łyżce cynamonu, mielonych goździków  kardamonu, gałki muszkatołowej, około 10 roztartych w moździerzu kulek ziela angielskiego, imbiru, oraz kolendry)

   Margarynę, smalec i miód rozpuścić. Zrobić karmel. Po ostygnięciu do tłuszczu z miodem dodać jajka, karmel, stopniowo mąkę z sodą i proszkiem, przyprawy i śmietanę. Ciasto należy zagnieść około miesiąca wcześniej  przechowywać w chłodnym miejscu, przykryte lnianą ściereczką. Po 3-5 tygodniach ciasto rozwałkować na 0,5 cm wykrawać pierniki, piec w temperaturze 170 stopni około 10 minut, zależy jak duże mamy foremki. Przechowywać w metalowej puszce, jeśli twardnieją można włożyć do puszki kawałek jabłka. Z tego przepisu wychodzi około 200 średniej wielkości pierników. Jeśli ciasto zarobicie tylko kilka dni wcześniej gwarantuję, że również będzie pysznie.


24.11.2013

Spaghetti z cukinią



To danie przygotowuję już od jakiegoś czasu, ale dopiero dziś doczekało się publikacji. Chcę się z Wami podzielić tym przepisem, bo rzeczywiście warto. Jako wiecznie utyskująca na brak czasu mama stawiam na obiady szybkie, proste i pożywne. Do takich zaliczam ten makaron. Przepis podejrzałam na blogu W sezonie , ja wprowadziłam zmiany, ale w obu wersjach jest zapewne smacznie :)

składniki:
1 duża cukinia
1 duża cebula czosnkowa
4 ząbki czosnku
oliwa z oliwek
duży kubek śmietany
sól, pieprz
makaron spaghetti
parmezan

Cukinię i cebulę pokroić w kostkę, czosnek w plasterki. Makaron ugotować. Na rozgrzaną oliwę wrzucam cebulę, czosnek, po krótkim podsmażeniu dorzucam cukinię, podsmażam kolejną chwilę, podlewam około 0,5 szklanki wody i duszę pod przykryciem około 10-15 minut. Gdy cukinia jest miękka, blenduję całość delikatnie, zostawiając jednak małe kawałki cukinii, łączę ze śmietaną, doprawiam solą i pieprzem, dorzucam makaron i gotowe. Mówiłam, że będzie szybko! Podajemy posypane startym parmezanem. 


16.11.2013

Raffaello



Idealna propozycja dla tych, którym nie chce się piec, a mają ochotę na coś słodkiego. Słone krakersy doskonale moim zdaniem łączą się ze słodką masą budyniową i wiórkami kokosowymi. Polecam!

składniki:
2-3 paczki krakersów
(prostokątnych lajkonik)
2 budynie śmietankowe
2 łyżki mąki ziemniaczanej
3/4 szklanki cukru
1 żółtko
250g masła
200g wiórków kokosowych
1 litr mleka

Do kubka odlać trochę mleka, resztę zagotować z cukrem. Do odlanego mleka wsypać budynie i mąkę ziemniaczaną. Zrobić budyń, ostudzić. Masło zmiksować z żółtkiem, dodając po łyżce budyniu miksować dalej, dodać około 150 g wiórków i wymieszać.
Na blachę wykładać krakersy, krem, krakersy, krem, krakersy, krem. Ostatnią warstwę kremu posypać pokruszonymi krakersami oraz zrumienionymi wiórkami kokosowymi. Wstawić do lodówki, najlepiej na noc. Ja masę robię najczęściej z 1,5 litra mleka i trzech budyni, ilość masła i cukru pozostawiam bez zmian. warstw wychodzi wtedy więcej, a ciasto jest wyższe.

11.11.2013

Murzynek - dziecinnie prosty





wspomnienie halloweenowego ciasta i kilka migawek z jego przygotowań ...

składniki:
4 szklanki mąki
1 szklanka oleju
4 jajka
1 szklanka cukru
2 szklanki mleka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
4 łyżki kakao

*dodatkowo 2 kremówki i barwniki, cukier puder

Jajka zmiksować z cukrem, dodawać powoli olej, następnie mąkę, mleko, proszek i kakao. Ciasto wylać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia Piec około 50 minut w temperaturze 180 stopni. Ozdobić dowolnie. U nas była to ubita kremówka z cukrem pudrem i barwnikami.







04.11.2013

Chleb na zakwasie z karmelizowanym porem i pestkami


Bardzo dziękuję Amber za zaproszenie mnie do wspólnego październikowego pieczenia. Chleby piekę od niedawna, ten był dla mnie prawdziwym wyzwaniem! Ale dałam radę. Świadomość wspólnego pieczenia w tak licznym gronie bardzo bardzo przyjemna, a smak i zapach karmelizowanego pora fantastyczny.

Przepis Moniki :

Na 12 godzin wcześniej przygotuj zaczyn:
2 łyżki zakwasu pszennego
1,5 szklanki mąki
3/4 szklanki wody

Do zakwasu wlej wodę, rozmieszaj je razem i dodaj mąkę. Połącz składniki do uzyskania względnie gładkiej pasty. Owiń naczynie folią spożywczą, odłóż w ciepłe miejsce na przynajmniej 8 godzin. Aby sprawdzić czy zakwas jest gotowy do dalszej pracy nabierz go na łyżeczkę i upuść do szklanki wypełnionej wodą. Jeżeli pływa po jej powierzchni, można działać dalej. Jeżeli tonie, musi fermentować dalej.
Przygotuj ciasto właściwe:

2 szklanki wody
800 g mąki pszennej typ 550
400 g mąki pszennej razowej
1,5 łyżki soli
cały zaczyn (- 2 łyżki)
2 duże pory
1 łyżka miodu
2 łyżki octu balsamicznego
200 g pestek ze słonecznika
100 g pestek z dyni
2 łyżki masła

Do miski wlej wodę. Dodaj zaczyn zostawiając dwie łyżki, które posłużą Ci jako zaczątek nowego chleba. Zaczyn rozmieszaj z wodą, wsyp mąkę i połącz ją z wodą przy pomocy rąk, ale nie wyrabiaj. Miskę przykryj ściereczką i odstaw na 30 minut.

W międzyczasie przygotuj dodatki. Pora pokrój w cienkie plasterki. Wrzuć na rozgrzaną oliwę i smaż do momentu, aż zmięknie. Dodaj miód i ocet balsamiczny, wymieszaj, a kiedy płyny odparują a por pokryje się ciemną glazurą ściągnij go z ognia i wystudź. Na tej samej patelni rozpuść masło i wsyp pestki z dyni i słonecznika. Usmaż je na złoto, ściągnij z ognia, pozostaw do ostygnięcia i dodaj do pora.

Do ciasta dodaj sól i przygotowane wcześniej, wystudzone dodatki. Przy pomocy miksera połącz je z ciastem. Następnie wyrzuć ciasto na blat i podsypując minimalną ilość mąki wyrób gładkie ciasto chlebowe, które ładnie odchodzi od blatu.

Wyrobione ciasto umieść w naoliwionej misce. Pozostaw do fermentacji na 2 godziny w międzyczasie 2 razy w odstępach 45 minutowych wyrzuć je na lekko posypany mąką blat, rozpłaszcz i złóż na trzy, a następnie jeszcze raz na trzy. Przefermentowane ciasto podziel na trzy lub dwie części. Uformuj z nich kule i pozostaw na 20 minut. Po tym czasie uformuj je w okrągłe, lub podłużne bochenki, umieść w wysypanych mąką koszykach do wyrastania i pozostaw do wyrośnięcia na ok. 4 godziny w temperaturze pokojowej lub 8 godzin w lodówce.

Wyrośnięty chleb natnij przed włożeniem do pieca. Piecz w naparowanym piekarniku nagrzanym do 230 stopni przez ok 40 minut. Po upieczeniu wystudź.


Lista wspaniałych październikowych Piekarek:

25.10.2013

Ciasto dyniowe



Dynia jest w tym roku niepodważalną królową mojej kuchni, zupa z curry była już dwukrotnie, dwa razy smażyłam również placki dyniowe, a na deser były już dwie wariacje ciasta dyniowego, dziś przedstawiam przepis na jedno z nich. Polecam wszystkim wielbicielom ciasta marchwiowego, będzie smakować na pewno! Jutro planuję robić pierogi z farszem dyniowym, czyli generalnie dyniowo mi :) a to wszystko dzięki Karolinie B., której bardzo, ale to bardzo dziękuję za tegoroczne dostawy dyni !!

Przepis na dużą blachę.

składniki:
400g mąki pszennej
3/4 szklanki cukru
4 jajka
niepełna szklanka oleju
500g dyni startej na grubych oczkach
100g wiórków kokosowych
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1,5 łyżeczki sody
szczypta soli

polewa:
2 serki typu Philadelphia
(raz użyłam kostki tłustego twarogu i również było pysznie)
2 łyżki masła
cukier puder do smaku
łyżeczka cynamonu
skórka starta z jednej cytryny

orzechy i uprażone pestki dyni do udekorowania

Jajka ubijamy z cukrem, stopniowo dolewając olej. Mąkę mieszamy z proszkiem, sodą, cynamonem, solą i wiórkami i miksując dosypujemy do masy jajecznej. Na koniec wrzucamy startą dynię i mieszamy już tylko drewnianą łyżką. Wlewamy na wyłożoną papierem do pieczenia dużą blachę i pieczemy w temperaturze 180 stopni około 50-60 minut. Najlepiej sprawdzać patyczkiem, ja piekłam z termoobiegiem.
Składniki na polewę miksujemy i smarujemy wierzch ciasta, ozdabiamy np. orzechami i pestkami dyni.



Polecam, jest to prawdziwie jesienne ciasto, smakuje wybornie przy grabieniu liści :)






16.10.2013

Chleb żytni na zakwasie



Pierwszy raz mogę dołączyć do grona osób obchodzących Światowy Dzień Chleba. Jego ideą jest uhonorowanie codziennego chleba i okazanie wdzięczności za to, że nam go nie brakuje. Od 2006 roku, rok rocznie, setki bloggerów z całego świata pieką chleb i pokazują go światu. Dziś przedstawię Wam mój, który wypiekam od niedawna. Ponad rok mobilizowałam się i nie wychodziło, ale od trzech miesięcy przynajmniej raz, czasem dwa w tygodniu, pachnie u nas jak w piekarni. A to wszystko dzięki Ani S., dziękuję!


ZAKWAS
100g mąki żytniej razowej
100 g przegotowanej letniej wody
duży słoik 

Wymieszać mąkę z wodą i odstawić w ciepłe miejsce (najlepiej 23-25 stopni) przykryte ręcznikiem kuchennym, jeśli mieszamy rano, wieczorem tego samego dnia mieszamy ponownie i odstawiamy na noc, rano kolejnego dnia dodajemy dużą garść mąki i wody tyle, aby zakwas nie zmienił konsystencji, mieszamy, odstawiamy, wieczorem tylko mieszamy, a następnego dnia znowu rano dodajemy mąki i wody i tak przez 5 dni 
mi tego zakwasu wyszło około 0,5 kg, 400g dałam do pierwszego chleba, a resztę przechowuję ciągle w lodówce, jeśli planuję upiec chleb wyjmuję dzień wcześniej i jak się ogrzeje po 2-3 godzinach, dokarmiam go mąką i wodą, gdy wyrośnie można zacząć robić ciasto, pamiętając by zawsze trochę zakwasu zostawić ( ja przechowuję w lodówce w zamkniętym słoiku) zakwas może stać niedokarmiony około tygodnia

PRZEPIS NA CHLEB
5 kubków przegotowanej letniej wody
0,5 kg mąki żytniej razowej TYP 2000
400 g mąki lubella trzy ziarna do wypieku chleba
1 kubek płatków owsianych
1,5 kubka otrębów (daję różne)
2 płaskie łyżki soli
400 g aktywnego zakwasu ( gdy miałam młody zakwas dawałam 400g teraz mniej, około 200g)
pestki dyni, słonecznika, siemię lniane (ilość dowolna, czasem robię całkiem bez ziaren)

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać. Ja robię to drewnianą łyżką (ciasto powinno być raczej gęste) i przełożyć do foremek, ta ilość starcza na dwie keksówki jedną małą i jedną dużą, polecam silikonowe, nie trzeba niczym wykładam ani natłuszczać, normalne koniecznie wyłożyć całe papierem do pieczenia, bez tego bardzo ciężko wychodzi, ciasto w foremkach odstawić na dobrych kilka godzin, najlepiej na całą noc, piec z termoobiegiem w temperaturze 200 stopni, około 1 godziny 5-10 minut
po tym czasie gorący chleb wyjąć z foremek i odłożyć na raszkach do odparowania ( ewentualnie położyć do góry nogami) i ostygnięcia, gotowe!!! 












11.10.2013

Krem dyniowy - najlepszy



ja i jesień nie lubimy się za bardzo ....  jednak dary jesieni przyjmuję z wielką przyjemnością :) 
dynia to mój prywatny jesienny umilacz!
a ta zupa jest po prostu fenomenalna

składniki:
1,5-2 kg obranej dyni
2 cebule
2-3 łyżeczki curry
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
ocet jabłkowy (na oko 2-3 łyżki)
1 łyżeczka cukru
tymianek
kawałek imbiru wielkości orzecha włoskiego
1 litr bulionu warzywnego
1łyżka masła
uprażone pestki dyni
kremowy ocet balsamiczny

Obraną cebulę i dynię pokroić w kostkę i podsmażyć na małej ilości oleju około 10-15 minut, po tym czasie zalać wszystko bulionem, dodać przyprawy i gotować do miękkości, około 20 minut, na koniec dodać łyżkę masła, zblendować. Ewentualnie doprawić solą, pieprzem i octem. Podawać gorącą z kleksem jogurtu greckiego, uprażonymi pestkami dyni i odrobiną kremu balsamicznego. Z taką zupą zdecydowanie łatwiej przetrwać jesień :) 

A co Wy lubicie jesienią? Ja co roku obiecuję sobie, że się z nią zaprzyjaźnię, ale ciągle mi to nie wychodzi !!




09.10.2013

Gulasz wołowy




Przepis na moim zdaniem doskonały gulasz wołowy. Jest bardzo aromatyczny i energetyczny. Od czasu do czasu powracam do książek Anny Ciesielskiej i Zasady Pięciu Przemian (zainteresowanych odsyłam tutaj). Właściwie o tej porze roku, mój organizm wręcz domaga się jedzenia natury ocieplającej, a taką właśnie ma wołowina. Wzmacnia śledzionę i żołądek, likwiduje przewlekłe wychłodzenie, osłabienie, wzmacnia energię, krew, kości i ścięgna. 

Przepis w całości pochodzi z książki "Filozofia Życia" jako Gulasz wołowy do pierogów ruskich

1kg wołowiny bez kości (pieczeniowa, gulaszowa) pokroić w grubsze plastry (ok. 2cm), zbić tłuczkiem, a następnie pokroić na mniejsze kawałki, posypać 1/3 łyżeczki czarnego pieprzu, 1/2 łyżeczki imbiru, wymieszać, posypać 1 łyżeczką soli i 1/2 łyżeczki vegety, wymieszać.
Odstawić na pół godziny i przygotować warzywa: obrać i drobno pokroić 4 średnie cebule, obrać i zetrzeć na tarce 1 dużą marchewkę oraz obrać trzy duże ząbki czosnku.
Do rondla, w którym będziemy przyrządzać gulasz, wlać: 
* 6 łyżek oleju, mocno rozgrzać, wsypać pokrojoną cebulę i zeszklić, dodać startą marchewkę, chwilę podsmażyć
*czosnek przecisnąć przez praskę, dodać 1 liść laurowy, 1 łyżeczkę kolendry mielonej, 1/3 łyżeczki pieprzu cayenne, mieszając lekko podsmażyć
*dodać mięso, mieszając dodać soli do smaku
*łyżkę cytryny, zamieszać
*wlać 1 szklankę czerwonego wytrawnego wina oraz 3 szklanki wrzątku i 1/2 łyżeczki rozmarynu
Zamieszać przykryć i dusić do miękkości (2-3 godziny)
*dodać miodu na czubku łyżeczki, 1 łyżeczkę kminku mielonego
*dosmakować pieprzem
*solą
*zagęścić 1 łyżeczką mąki pszennej rozpuszczonej w 1/4 szklanki zimnej wody, jeszcze chwilę dusić
*można dodać 1/2 szklanki wina lub wrzątku, gdyby sosu było za mało

Jeśli korzystam z przepisów Pani Anny staram się rzeczywiście zachować kolejność smaków. Gulasz polecam, jest wyśmienity. Ja nie dodałam vegety (nie używam) i dodałam od siebie garść ususzonych podgrzybków. Mięso było miękkie, dusiłam je 2 godziny. Smakuje świetnie z kaszą, ziemniakami, pyzami. Pełna dowolność. Uwierzcie mi warto go przyrządzić :)

29.09.2013

Suszone pomidory w oliwie



Jeśli lubicie suszone pomidory zachęcam  do przygotowania ich samodzielnie, są o niebo lepsze od kupionych w sklepie. Przygotowanie takiego słoiczka jst banalnie proste, trzeba tylko uzbroić sie w cierpliwość, jeśli chodzi o samo suszenie, u mnie trwało to około 48 godzin. Zdecydowanie jednak warto, pomidory są niezwykle aromatyczne, a wykorzystać je można na wiele sposobów, do sałatek, past, mięs, pizzy, pieczywa ... Pomidory suszyłam w suszarce do owoców (klasycznej 4-sitowej) , podana ilość jest akurat na jedno suszenie.


składniki:
4-5kg podłużnych mięsistych pomidorów
doniczka bazylii
1,5 główki czosnku
0,5 l oliwy z oliwek
sól

Pomidory myjemy i kroimy wzdłuż na pół, łyżeczką wydrążamy gniazda nasienne, które spokojnie można potem wykorzystać np.do przygotowania zupy. Następnie pomidory układamy w suszarce (rzekłabym nawet upychamy) i czekamy, czekamy, czekamy ..... U mnie trwało to 48 godzin, suszę bez przerw, gdy kiedyś wyłączałam suszarkę na noc kilka pomidorów musiałam wyrzucić, gdyż naszły białym nalotem. Czas suszenia nie jest ściśle określony, zależy od wielkości pomidorów i od tego jak dokładnie oczyścimy środek. Można je również suszyć w piekarniku, choć ja tego nigdy nie robiłam. Gotowe pomidory wrzucamy do słoika warstwami, pomidory, trochę soli, czosnek, bazylia, oliwa, następnie kolejna warstwa pomidorów, soli, czosnku i oliwy, aż do wypełnienia słoika. Albo kilku słoików. Tak przygotowane pomidory przechowuję w lodówce nawet do 3-4 miesięcy. Nie próbowałam nigdy zalewać gorąca oliwą, jednak opisany przeze mnie sposób sprawdził się i pomidory nigdy się nie popsuły. 
Pomidory suszę od kilku lat i uważam, że ważne jest aby ich nie przesuszyć, gdy po wysuszeniu są całkiem twarde nam smakują mniej. Trudniej je kroić i jeść :) Zachęcam do przygotowania, dajcie znać czy wyszły, jeśli ktoś sie zdecyduje !!


18.09.2013

Smaki Istrii



  po długiej przerwie dość ciężko się zmobilizować, ale powracam, głównie dzięki wczorajszemu komentarzowi Anki , dziękuję za miłe słowa .... 

   dzisiejszy post będzie fotorelacją wakacyjną, zdjęcia, zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia, oczywiście głównie związane z jedzeniem, podzielę się z Wami moimi smacznymi wspomnieniami
   Chorwację kochamy od dawna, przez kilka lat odwiedzaliśmy Dalmację, w tym roku jednak wybór padł na Istrię i absolutnie nie żałuję, było fantastycznie 


mieszkaliśmy w Fazanie, ślicznym małym miasteczku położonym 8 km na północ od Puli

   wiem, że wakacje dawno już minęły, ale ja nadal wspominam, wspominam, wspominam ..... a moje najwspanialsze wspomnienia są chyba jednak związane z jedzeniem, więc o tym będzie przede wszystkim. Na wybrzeżu Istrii dominują wpływy kuchni śródziemnomorskiej, głównie włoskiej. Jada się tu makarony, risotta, polenty, dania z ryb i owoców morza. Częstym dodatkiem do różnych potraw są trufle pochodzące z Istrii. W głębi lądu kuchnia jest bardziej ciężka, mięsna. Mi osobiście smakowało wszystko. Głównie owoce, które jadaliśmy w wielkich ilościach, arbuzy, melony, winogrona, brzoskwinie, cudownie dojrzałe



   mały minus to brak fig, które, gdy byliśmy w lipcu były niestety niedojrzałe, koniec sierpnia to idealna pora na objadanie się tymi owocami, ale nie ma co narzekać, była cała masa innych pysznych rzeczy, między innymi trufle, które miałam okazję spróbować pierwszy raz w życiu, w miasteczku Motovun, leżącym na wzgórzu natrafiliśmy na sklepik, z którego nie mogłam wyjść, degustowaliśmy, degustowaliśmy i wyszliśmy z kilkoma truflowymi specjałami




jeśli będziecie kiedyś w Motovun, nie można nie wejść do tego sklepu, choćby na degustacje :) a oto nasze zdobycze 


doskonały ser owczy z dodatkiem czarnych trufli


truflowa oliwa z oliwek, którą wydzielamy sobie po kropelce :)


mieszanka trufli z dodatkiem pieczarek
czeka na otwarcie, prawdopodobnie przygotuję ją z makaronem
                          


kończący się już kremowy, truflowy ocet balsamiczny
rewelacyjny, bardzo zasmakował Ninie



Pani kroi dla nas długodojrzewającą szynkę, niebo w gębie oczywiście !



wybór niesamowity, spędziliśmy w tym sklepiku chyba z małą godzinkę, degustacjom nie było końca ...


poza wspaniałymi doznaniami smakowymi, cieszyliśmy oczy, objeżdżając półwysep
 bardzo spokojne, lecz przez to szalenie urokliwe  miasteczko St.Vincent




położony w środkowej części Istrii Hum jest uważany za najmniejsze miasto na świecie, podobno liczy około 14 mieszkańców, klimat tam panujący niesamowity, miasto obejść można w 5 minut, ale warto tam zajrzeć zdecydowanie!





Polecaną miejscowością turystyczną zachodniej Istrii jest Rovinj, to taka chorwacka Wenecja, z doskonale zachowanym starym miastem i niezwykle malowniczą okolicą, bardzo ładnie, choć dla mnie zbyt tłoczno, zdecydowanie bardziej pasuje mi klimat cichych, spokojnych miejscowości, dlatego też nie napiszę o Puli, gdyż poza Amfiteatrem nie znalazłam tam niczego ciekawego. 

Rovinj








miało być o jedzeniu .... więc wracam do zdjęć kulinarnych, ryby i owoce morza, to coś na co również warto się skusić, kalmary z grilla to dla mnie najwspanialszy smak wakacji, klimat chorwackiej konoby (restauracji) wypełnionej zapachami od których aż kręci się w głowie .... wszechobecny czosnek, oliwa, rozmaryn, trufle, bajka po prostu ....



kalmary z grilla z pieczonymi, doprawionymi rozmarynem ziemniakami


dorada, krewetki i kalmary, z dodatkiem ziemniaków ze szpinakiem, oj marzyłby mi się teraz taki talerz przed nosem



pizza z owocami morza 



kawa pyszna w każdym zakątku Istrii (zielony przyjaciel gratis !)



oczywiście muszę również wspomnieć o pieczonej przy drogach jagnięcinie, której udało nam się w tym roku spróbować, podano ją z grillowanymi warzywami i ajwarem, nie powiem ile zjadłam .....:)






kolejna rzecz, za którą kocham Chorwację to wina, które tam pite smakują wybornie, w Valbandon, bardzo blisko miejsca gdzie nocowaliśmy natrafiliśmy na fantastyczne klimatyczne miejsce, z winnicami i piwnicami, do których można było wejść i jak wszędzie degustować, miejsce nazywa się Marceta  i zaopatrywaliśmy się tam w trunki na wieczór, głównie wina, lecz muszę przyznać, że nie bedąc zwolenniczką mocnych trunków miodową Rakiję piłam z przyjemnością



 Rakija od wyboru do koloru




tak właśnie było, pięknie i smacznie .... 






Ajwar jedzony z bułą na ulicy ....



i przede wszystkim wypoczynek .....




na koniec Fazana po zachodzie słońca i moje skarby wcinające naleśniki (Palaćinke)